Dziś przypadkiem (a raczej z powodu napadu głodu) postanowiłem zjeść coś "egzotycznego" czego dawno nie jadłem...Kebab (tudzież kebap jak ktoś woli), odpadł po trzech sekundach, jakoś chwilowo nie mam ochoty wpierniczać gołębi przechowywanych w podziemiach dworca Centralnego.
Co dalej... Chińczyk, no jasne!
Tylko gdzie? Brat cioteczny, któremu akurat pomagałem w meblowaniu mieszkania powiedział, że zna wspaniałe miejsce... "Słuchaj to nieoficjalna stołówka SGH, jest zajebiście". Nie pozostało nic innego jak mu uwierzyć.
Ulica Stefana Batorego 14. Bar Thienly, bo tak się to domniemane cudo nazywa, jest w rzeczywistości niewielkim pomieszczeniem, na jakieś 10 stolików, choć w sumie czystym i nieodpychającym, i co najważniejsze zapełnionym po brzegi (pełno ludzi = tanio lub dobrze lub oba na raz). Pod sufitem poza plastikową winoroślą (sic!), wisi wizytówka każdej szanującej się knajpy z chińszczyzną czyli tandetne czerwone lampiony...
Tyle o wystroju...Menu - dokładnie 100 pozycji, czego dusza zapragnie: od zupy z węgorza, przez ośmiornicę w sosie pikantnym po (uwaga) "fantazja morskie na ostro". Standardowe rzeczy w cieście kokosowym, słodko-kwaśne, czy w 5 smakach też oczywiście są.
Ceny - Tu przyjemne zaskoczenie, przy samej stacji metra, blisko do centrum, a wszystko jakieś takie tanie...Od 5 do 15 złotych, z tym, że większość potraw kosztuje równo dyszkę.
Nadejszła wiekopomna chwila, czas kupić papu...Bogaty w doświadczenie, uzbroiłem się w anielską cierpliwość, aby dać radę dogadać się z kasjerką (ile razy człowiek się zastanawiał czego jeszcze chcą od niego. "łooo tro ci ni łooo tro" wypowiedział do mnie podczas ostatniej wizyty w barze wietnamskim sprzedawca i długo mi zajęło zrozumienie o co mu chodzi...) I tu miłe zaskoczenie na wstępie, miła skośnooka pani włada względnie czystą polszczyzną, a na pewno na tyle czystą by się dogadać w mniej niż pięć minut.
Indyk w sosie masłowym i czosnkiem (pierwszy raz widziałem takie toto, ale lubię eksperymentować ;) ), czekałem na niego nie więcej niż pięć minut. Porcja przeogromna i przepyszna.
Podsumowując...Poza nazwą i sztucznym zielskiem na suficie, miejsce jest w 100 % godne polecenia. Dobrze żarcie, niedrogo i szybko...Ot, morał jest taki, że czasem warto wierzyć bratu :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz