Zainspirowany, którąś z dawnych rozgrywek rpg'owych stworzyłem wtedy króciutkiego potworka. Dziś zaplątał mi się świstek papieru z tym czymś...Cóż, zagadka za sto punktów - o co chodziło autorowi? (Żeby nie było...ja wiem! Pewne priorytety jednak w życiu się nie zmieniły)...miłej zabawy :)
W kominku resztką sił tlił się staruszek ogień...Piękny wyściełany czarną skórą fotel zajmował On, ręcę miał oparte na rzeźbionych machoniowych podłokietnikach..i patrzył w powoli przygasający płomień...Król demonów..Władca piekielnych zastępów..Sam Astaroth, siedział teraz tu przed nim..
"Uwielbiam patrzeć w ogień..Jest taki magiczny"
Młody wampir, nic nie odpowiedział, zobaczył za to jak skacząca iskierka oświetliła twarz tego potężnego demona...Nie sprawiał wrażenie przerażającego, nie miał w sobie praktycznie nic demonicznego...Może ten błysk w oku..Młody widział w nim raczej samotnego człowieka, który przeżył naprawdę wiele..
"Usiądź Faust, nie musisz stać" - ruchem ręki pokazał fotel podobny do tego w którym sam siedział..
"Wiesz czemu prosiłem abyś przyszedł?"
Faust znów nie odpowiedział..Dalej trochę paraliżował go strach, choć doskonale wiedział po co został wezwany..Pamiętał, jeszcze jak był młody i nazbyt odważny (a raczej głupi) spytał Astaroth'a co zrobić by stać się tak potęznym jak on...
"Chciałeś znać historię mojego życia młodzieńcze.." W dwóch przepięknych pucharach znalazła się ciemnoczerwona zawartość.
"Nie uśmiechaj się tak chłopcze, to nie to co myślisz..Czasem mam po prostu ochotę napić się wina"
Po czym zwilżył usta w napoju, deliktanie wyszczerzył śnieżnobiałe ostre kły i zaczął opowiadać...
"Będzie to historia podobna do wielu jakie słyszałeś, ale też zupełnie inna...ponieważ jeszcze niedokończona..Przepełniona będzie krwią, codziennością będzie ból i cierpienie..Rzadkie chwile radości i zgubne uczucia...Usłyszysz o wartości przyjaźni, i krzywdzie jaką przyjaciel może zadać...Momenty kiedy czujesz, że jesteś Panem Świata i możesz osiągnąć wszystko, oraz chwile kiedy upadek jest tak bolesny, że będziesz bał się wstać...O walce, i wierze, nigdy nie przestawaj wierzyć...Czasem wiara jest jedynym co mamy. Tak pamiętaj o tym, wampiry też marzą, kto wie czy nie bardziej niż zwykli śmiertelnicy..."
Faust słuchał z zainteresowaniem...Ogień w kominku przygasł zupełnie, poza pojedyńczymi tlącymi się iskrami...
"Wiesz dlaczego moja historia jest niedokończona? Bo ciągle czekam..." Odpowiedział nie czekając na reakcję słuchacza "Miałem w życiu wszystko co można osiągnąć...wszystko poza tym na czym mi naprawdę zależy.."
"Co to jest Mistrzu? Co jest taką wartością, że przewyższa siłę, władzę i potęgę?" Odwazył się pierwszy raz odezwać młody wampir.
"Wieczność to dużo czasu, zdążysz znaleźć odpowiedź na to pytanie...Może nawet dosięgniesz tego prędzej niż ja...Wówczas to Tobie należny będzie pokłon, nie mi"
"Ale Mistrzu..." Faust odwrócił się w stronę gdzie przed chwilą siedział Astaroth, lecz fotel był pusty, a wywracający się kielich zalał winem ostanią iskrę..
Edit.
Po milionie lat, kawałek został odświeżony i wykorzystany w pewnym cudownym projekcie... Teraz się prezentuje następująco:
Mój mistrz, mój kat, mój mentor, źródło mego strachu ale i siły… Jeden z ostatnich wyższych wampirów. Astaroth, znalazł mnie przebitego na wylot bagnetem pod jednym z małych miasteczek Zjednoczonych Prowincji, czyli dzisiejszej Holandii. Pełniłem tam funkcję oficjalnego kronikarza króla Karola drugiego. Miałem zaledwie dwadzieścia jeden lat, byłem zdecydowanie za głupi i za odważny jak na zwykłego śmiertelnika. Musiało się tak skończyć. Zawsze jest jakieś niewłaściwe miejsce i niewłaściwy czas. Dla mnie to była to bitwa pod Maastricht i rok 1672.
Mistrz podszedł wtedy do mnie. Nie wyglądałem ani godnie, ani dostojnie. Dławiłem się własną krwią, resztką sił uciskałem moje wnętrzności, starałem się tamować krwotok. Spytał, czy chcę pozbyć się kłopotów tego świata i umrzeć w ciągu paru chwil, czy cierpieć długowieczne życie. Jaki ja miałem wtedy wybór! Umierałem! Każdy wybrałby życie. Teraz to się wydaje takie żałosne, takie… wampirze.
Następnych parę tygodni zupełnie wyparowało z mojej pamięci, jedno co przebija się przez mgłę to wspomnienie uczucia potwornego głodu. Astaroth traktował mnie przez dwadzieścia pięć lat jak swojego syna. Nauczył mnie czym jest magia i jak jej używać, pokazał jak korzystać z mocy przysługujących tylko wampirom. Chciałem być silny, najsilniejszy.
Całe to ćwierćwiecze zajęło mi zebranie się w sobie aby spytać, aby pójść do niego do gabinetu, tam gdzie zawsze siedział sam. Nie przypuszczałem, że to będzie nasza zarówno pierwsza jak i ostatnia intymna rozmowa. Gdy tylko otworzyłem ciężkie mosiężne drzwi, on już wiedział po co przyszedłem. Czekał na ten moment przez długich dwadzieścia pięć lat. – Chciałeś znać historię mojego życia młodzieńcze, czy mam racje? – Dałem radę tylko przytaknąć, gdyż głos zupełnie odmówił mi posłuszeństwa. – Usiądź więc. – Wskazał ręką na piękny skórzany, bogato zdobiony fotel. Zresztą sam siedział w podobnym, z tą małą różnicą, że mój wyglądał jakby nie był nigdy używany. - Będzie to historia podobna do wielu jakie słyszałeś, ale też zupełnie inna. – W dwóch srebrnych kielichach pojawiło się wino. - Ponieważ jeszcze niedokończona. Przepełniona będzie krwią, codziennością będzie ból i cierpienie. Rzadkie chwile radości i zgubne uczucia. – W tym momencie skaczące w kominku iskry oświetliły jego twarz. Nie sprawiał wrażenia przerażającego, nie miał w sobie praktycznie nic demonicznego. Może tylko ten błysk w oku. Był to raczej samotny człowiek, który przeżył naprawdę wiele. - Usłyszysz o wartości przyjaźni, i krzywdzie jaką przyjaciel może zadać. – Kontynuował Astaroth. - Momenty kiedy czujesz, że jesteś panem świata i możesz osiągnąć wszystko, oraz chwile kiedy upadek jest tak bolesny, że będziesz bał się wstać. O walce, i wierze. – Tu przerwał na chwilę, upił łyk z pucharu i spojrzał mi prosto w oczy. - Nigdy nie przestawaj wierzyć. Czasem wiara jest jedynym co mamy. Tak pamiętaj o tym, wampiry też marzą, kto wie czy nie bardziej niż zwykli śmiertelnicy.
Byłem zafascynowany jego słowami. Ogień w kominku przygasł zupełnie, poza pojedynczymi tlącymi się iskrami. Cisza unosiła się w powietrzu przez dłuższy czas, ale nie miałem odwagi jej przerwać, wiedziałem, że będzie dalszy ciąg opowieści.
- Wiesz dlaczego moja historia jest niedokończona? Bo ciągle czekam.- Stary wampir wydusił z siebie jednym tchem. Jakby z góry zakładał, że nie znam odpowiedzi. Cóż miał w tym absolutną rację. - Zdobyłem w życiu wszystko co można osiągnąć. Wszystko poza tym na czym mi naprawdę zależy. – W mojej głowie pojawiły się wizje potężnych zaklęć, artefaktów i mitycznych bestii.
- Co to jest Mistrzu? Co jest taką wartością, że przewyższa siłę, władzę i potęgę? - Odważyłem się pierwszy raz odezwać.
- Wieczność to dużo czasu, zdążysz znaleźć odpowiedź na to pytanie. Może nawet dosięgniesz tego prędzej niż ja. Wówczas to Tobie należny będzie pokłon, nie staremu żałosnemu wampirowi. – Nie takiej odpowiedzi się spodziewałem. - Ale mistrzu! - Odwróciłem się w stronę gdzie przed chwilą siedział Astaroth, lecz fotel był pusty a wywracający się kielich zalał winem ostatnią iskrę.
To był ostatni raz kiedy widziałem mojego mentora. Znikł, dosłownie rozpłynął się w powietrzu zostawiając mi posiadłość w której aktualnie mieszkałem.
Wiele lat zajęło mi znalezienie odpowiedzi na jego pytanie. Tysiące nocy spędzonych w mojej własnej bibliotece sprawiły, że byłem przekonany, że wiem już wszystko. Że poznałem naturę człowieka, że jestem w stanie zdobyć miłość.
Bywałem na bankietach, spotykałem się z kobietami, spałem z wieloma, dwa razy byłem nawet żonaty, ale nigdy nie była to miłość z żadnej definicji jaką poznałem. Część sytuacji można nazwać pożądaniem, część było tylko zabawą, ale nigdy nie była to fascynacja. Żadna z bogatych dam ani biednych służek nie dały mi nawet namiastki tego uczucia. Kolejne niepowodzenie i znów wieczność spędzona wśród książek. Wydawać by się mogło, że wiem już wszystko i, że życie nie jest w stanie mnie zaskoczyć. Widać nawet ja jestem w stanie się pomylić, i to kilkukrotnie w ciągu doby. Czy aż tak bardzo nie znam życia? Chyba coraz bardziej zaczynam rozumieć mojego mistrza.
Widać jakąś różnicę? Przynajmniej na lepsze?